Tarasy ryżowe Banaue i amfiteatr w Batad

04-04-2018
2
0

7 rano, pogodny poranek, w dole widać soczystą zieleń oświetlanych pierwszymi promieniami słońca tarasów ryżowych Banaue. Zaledwie wczoraj późnym wieczorem, po 8 godzinach podróży, dotarliśmy do północnej części wyspy Luzon. Na miejsce noclegu wybraliśmy pierwszy napotkany po drodze hotel o nazwie Banaue Hotel & Youth Hostel. Elegancki obiekt z przestronnymi pokojami, restauracją i wspaniałymi widokami. Jedyny mankament to cena - ponad 100 zł za osobę za noc to sporo jak na Filipiny.
Pomimo zmęczenia podróżą, nie ma czasu na długi sen i wylegiwanie się w łóżku. Nie przyjechaliśmy tu po to żeby relaksować się w hotelu. Tarasy ryżowe Banaue to kolejny etap naszej wyprawy po Filipinach.

Widok o wschodzie słońca z Banaue Hotel & Youth Hostel
Banaue Hotel & Youth Hostel pięknie położony na skraju tarasów ryżowych

Tarasy ryżowe Banaue to jeden z cudów natury i starożytnej techniki. Historia tego miejsca sięga 2000 lat, kiedy na wyspę Luzon przybyli Chińczycy, którzy nauczyli tutejszych mieszkańców techniki uprawy ryżu. W związku z tym, że obszar północnej części Filipin jest mocno górzysty, stosując najprostsze narzędzia oraz glinę i kamienie, zbudowali jedne z najbardziej malowniczych tarasów ryżowych na świecie. Wykorzystywane przez stulecia, przetrwały do dziś w niemal nienaruszonym stanie. W 1995 roku wpisane zostały na listę UNESCO i od tego czasu stały się jedną z największych atrakcji Filipin. Niestety jak to zwykle bywa, masowa turystyka wywarła negatywne piętno również tutaj. Chłopi, mając inne źródło dochodów, coraz rzadziej uprawiają ziemię i nie dbają o utrzymanie tarasów. Pod wpływem erozji pola niszczeją i jest ryzyko, że za kilkanaście lat nie będzie nam dane oglądać tych pięknych widoków.

Na zwiedzanie północnej części wyspy mamy tylko 2 dni. To zdecydowanie za mało, aby poznać wszystkie atrakcje górzystego regionu Coldillera. Niestety musimy skreślić z naszej listy miasteczko Sagada znane z pięknych jaskiń i wiszących trumien. Postanawiamy skupić się wyłącznie na okolicach Banaue i przejść najbardziej malowniczą, aczkolwiek dość wymagającą, liczącą ponad 20 kilometrów trasę do Batad. Czeka nas całodzienny trekking po jednym z najbardziej malowniczych zakątków Azji Południowo Wschodniej.

Przed podróżą zapoznaliśmy się z przewodnikami, które przewidują czas przejścia całej trasy na 2 dni. Większość podróżników rozpoczyna trekking od niewielkiego miasteczka Batad położonego wśród amfiteatralnie ułożonych tarasów ryżowych, a kończy w Banaue.

Nasz ambitny plan zakłada pokonanie całej trasy w jeden dzień i to w odwrotnym kierunku. Chcemy zacząć w Banaue i dotrzeć do Batad, aby ostatnim autobusem wrócić do naszego hotelu. Jest to o tyle lepsze rozwiązanie, że zaczynamy na wysokości 1700 m n.p.m i pomijając pierwszy odcinek trasy schodzimy niemal cały czas w dół.
Po smacznym śniadaniu łapiemy jeepneya, który zawozi nas na początek szlaku wyznaczony przez Banaue Ethnic Village. Po drodze nie mogło zabraknąć postojów na podziwianie pięknych widoków i dziesiątki zdjęć.

Oczywiście jako „doświadczeni podróżnicy” rezygnujemy z usług miejscowego przewodnika i polegamy wyłącznie na mapie znalezionej wcześniej w Internecie.

Widok z miasteczka Banaue na tarasy ryżowe
Mapa tarasów ryżowych Banaue

Po dotarciu na miejsce okazuje się, że coś takiego jak punkt wyznaczający początek trasy nie istnieje. Nie ma żadnych znaków, informacji dla turystów, oznaczeń szlaku. Nie udaje się również znaleźć miejsca oznaczonego na mapie jako Banaue Ethnic Village, a co gorsza nie ma kogo zapytać o drogę.
Po krótkim namyśle postanawiamy ruszyć w dół szeroką błotnistą drogą prowadzącą w gęsty las, tak naprawdę nie wiedząc dokąd nas zaprowadzi. Po kilkuset metrach droga zwęża się i jest typową górską ścieżką prowadzącą raz w górę, raz w dół przez charakterystyczny dla tych szerokości geograficznych las mglisty. Na trasie można podziwiać wielkie paprocie i oraz egzotyczne drzewa i krzewy porośnięte mchem.

Po około godzinie marszu w gęstwinie, ścieżka zmienia charakter i pomiędzy drzewami naszym oczom ukazują się piękne widoki. Początkowo górskie zbocza porośnięte lasem a po chwili, gdzieś w oddali w dolinie nieśmiało wyłaniają się pierwsze tarasy ryżowe. Wreszcie mamy pewność, że idziemy we właściwym kierunku.

Początkowy odcinek trasy biegnący przez las mglisty
Wyłaniają się pierwsze tarasy ryżowe

Wraz z pokonywaniem kolejnych kilometrów teren staje się coraz bardziej rolniczy. Las mglisty zastępują plantacje bananowców i innych egzotycznych drzew, a usytuowane na zboczach tarasy zaczynają dominować w krajobrazie. Co kilka kilometrów mijamy niewielkie wioski, które praktycznie nie zmieniły się od stuleci-jedynym elementem współczesnej cywilizacji jest blacha falista, która zastąpiła drewniane strzechy. Pierwszą z nich jest Pula. Poza małym, samotnym dzieckiem nie spotykamy nawet zamieszkujących ją Filipińczyków. Jest to o tyle problematyczne, że nie wiemy, w którym kierunku dalej podążać. Trasa zupełnie nie jest oznaczona, a mapa, którą mamy, nie trzyma skali i nie można zupełnie na niej polegać. Kilkukrotnie zdarza nam się zgubić drogę, ale w końcu idąc na przełaj przez łąkę docieramy do właściwej ścieżki. Tak naprawdę trudno to nazwać ścieżką, gdyż znaczna jej część biegnie po usypanych z gliny i kamienia tarasach. Z jednej strony mamy zalane wodą pola ryżowe a z drugiej kilkumetrowy spadek do położonych poniżej tarasowo ułożonych poletek również zalanych wodą. Trzeba cały czas uważać, aby nie doświadczyć kąpieli w błocie.

Plantacje bananowców
Pula - jedna z dwóch miejscowości mijanych na trasie
Typowa zabudowa z blachy falistej

Kolejną wioską, którą mijamy, jest Cambulo – nieco większa niż Pula, z licznymi domami, pensjonatem i szkołą. Tutaj spotykamy lokalnych mieszkańców i gromadkę rozkrzyczanych dzieciaków bawiących się na niewielkim boisku. Dzieląc trekking z Banaue do Batad na dwa dni można się zatrzymać w Cambulo na nocleg. Do wieczora jest jeszcze sporo czasu i decydujemy się na dalszą wędrówkę.

Ostatni fragment trasy jest chyba najbardziej malowniczy. Tarasy są tutaj dużo ładniejsze niż w Banaue. Nie ma dróg i tylko gdzieniegdzie widać pojedyncze domostwa. Czysta natura praktycznie nie zakłócona przez cywilizację. Dodatkową atrakcją są górskie strumienie dające ochłodę w ten upalny dzień. Nad jednym z nich relaksujemy się ponad godzinę korzystając z możliwości kąpieli w przyjemnej wodzie i odpoczywając po trudach dotychczasowej podróży.

Najbardziej malowniczy fragment trasy z Banaue do Batad
Tarasy ryżowe Banaue
Ścieżka turystyczna biegnąca skrajem tarasów

W czasie siedmiu godzin trekkingu z Banaue spotykamy tylko dwie pary. To niesamowite, że filipińskie tarasy ryżowe nie są jeszcze zadeptane przez turystów. Mało jest takich miejsc na świecie – tak pięknych a jednocześnie tak autentycznych i nie skażonych masową turystyką.

Według mapy pokonaliśmy już większość trasy. Ostatni odcinek dość stromo pnie się pod górę. Krajobraz ponownie staje się bardziej dziki ze stromymi skałami opadającymi do doliny. W dole słychać szum wartko płynącej rzeki.

Ostatni odcinek trasy tuż przed amfiteatrem w Batad

Jeszcze tylko kilkaset metrów spaceru przez las i naszym oczom ukazuje się spektakularny widok. To amfiteatr Batad. Po 8 godzinach trekkingu i przeszło 20 kilometrach wreszcie dotarliśmy. Z góry roztacza się wspaniały widok na mieniące się wszystkimi odcieniami zieleni tarasy ryżowe ułożone w kształt amfiteatru. Warto było pokonać cała trasę aby nacieszyć oczy takim widokiem.
W dolnej części amfiteatru i na przeciwległym zboczu znajdują się liczne domy, z których większość oferuje niedrogie noclegi dla turystów. Naszym pierwotnym planem był powrót tego samego dnia do Banaue, ale jest już za późno i po 18 nie kursują żadne busy. Nie mamy wyjścia. Trzeba szukać noclegu w Batad.

Amfiteatr w Batad

Schodzimy po stromych, śliskich schodach oblewanych wodą spływającą z tarasów. Ciężko skupić się na drodze gdy wokół rozpościerają się takie fantastyczne widoki.
Pozostaje jeszcze jeden punkt programu do zaliczenia. Dnem doliny, którą już wcześniej widzieliśmy, płynie wartki górski potok, który z hukiem spada z wysokości 30 metrów tworząc wodospad Tappiya. To kolejne 30 minut wędrówki w dół po stromych schodach. Jesteśmy już wyczerpani całodziennym marszem, ale kąpiel w orzeźwiającym jeziorku u stóp pięknego wodospadu Tappiya wynagradza nam wszystkie trudy. Pozostaje jeszcze wspiąć się z powrotem na górę do miasteczka, co robimy już w zupełnych ciemnościach, wspomagając się światłem latarek. Po drodze spotykamy jeszcze grupkę japońskich turystów, którzy nie mając żadnego oświetlenia próbują wrócić do wioski. Trochę to wydłuża naszą drogę powrotną, ale w końcu docieramy do celu.

Wodospad Tappiya

Nocleg udaje się znaleźć bez większego problemu. W Batad ciężko o luksusy. Drewniana chata kryta blachą falistą i brak bieżącej wody to standard. Nam po 25 pokonanych kilometrach zupełnie to nie przeszkadza. Jeszcze tylko smaczna kolacja i do tego zimne piwo na idealne zakończenie tego pełnego wrażeń dnia.

Kolejnego dnia wstajemy wcześnie rano i udajemy się na przeciwległy kraniec amfiteatru skąd odjeżdżają jeepneye do Banaue. Znowu trochę wspinaczki w promieniach palącego słońca, ostatnie spojrzenie na amfiteatr w Batad i ruszamy w drogę powrotną. Za 150 peso, czyli ok. 10 zł udaje nam się wrócić do naszego hotelu, gdzie poprzedniego dnia zostawiliśmy auto. Jeszcze całodzienna podróż do Manili i rozpoczynamy kolejny etap naszej podróży po Filipinach – wypoczynek na wyspie Palawan.

Amfiteatr w Batad o poranku

Filmik z naszego trekkingu po tarasach ryżowych z Banaue do Batad znajdziecie tutaj

O całej naszej wyprawie na Filipiny przeczytasz na: https://tripconnect.pl/blog/10