Najpiękniejsze miejsca Patagonii

27-01-2019
3
0

Patagonia – marzenie każdego podróżnika, jedna z najpiękniejszych krain na ziemi, praktycznie zupełnie bezludna, kusząca nieskażoną przez człowieka przyrodą. Bezkresne pustkowia zamieszkałe jedynie przez stada lam, ogromne jeziora mieniące się wszystkimi odcieniami błękitu, położone u stóp najpiękniejszych gór świata, strzeliste szczyty Torres del Paine, Cerro Torre, Mount Fitzroy, olbrzymie lodowce spływające potężnymi jęzorami z zawsze ośnieżonych górskich płaskowyżów. Tak w kilku słowach można opisać Patagonię – najbardziej na południe wysuniętą krainę Ameryki Południowej, która jak magnes przyciąga podróżników z całego świata.

Większość osób planujących wakacje w Argentynie w pierwszej kolejności myśli właśnie o podróży do Patagonii. Myśląc o najpiękniejszych miejscach Patagonii pierwszymi skojarzeniami są Lodowiec Perito Moreno i trekking w Torres del Paine. Czy rzeczywiście te miejsca to największe atrakcje tej niezwykłej krainy obejmującej południową część Argentyny i Chile? Mieliśmy okazję przekonać się o tym w czasie naszego 10 dniowego pobytu w Patagonii, który był najważniejszym punktem programu podróży po Argentynie, organizowanym na przełomie listopada i grudnia 2018 roku.

Planując podróż po Argentynie stanęliśmy przed nie lada dylematem na jaki środek transportu się zdecydować. Olbrzymie odległości wręcz wymuszają przemieszczanie się samolotem, ale to rozwiązanie ma również sporo mankamentów. Po pierwsze jest bardzo drogo – ceny lotów z Buenos Aires do El Calafate czy Ushuaia często znacznie przekraczają 1000 zł w dwie strony. W przypadku takiego rozwiązania, docierając na miejsce jest się ograniczonym do transportu publicznego, który kursuje z ograniczoną częstotliwością i wyłącznie pomiędzy ważniejszymi miejscowościami. Podróżowanie autobusami nie daje również swobody zatrzymania się w dowolnym miejscu na postój i robienie zdjęć.

Nie chcąc tracić pieniędzy na bardzo drogie bilety i aby mieć możliwość dowolnego modyfikowania naszego programu, postanowiliśmy odbyć podróż do Patagonii samochodem wynajętym na lotnisku w Buenos Aires od razu po przybyciu do Argentyny. Pokonanie trasy z Buenos do El Calafate zajęło 4 dni, ale w tym czasie mieliśmy okazję poznać malownicze atlantyckie wybrzeże Argentyny z piaszczystymi plażami Mar del Plata czy dziki Półwysep Valdes, który jest jednym z najlepszych miejsc w Argentynie do obserwacji wielorybów.

Atlantycka plaża w okolicach Mar del Plata
Wieloryby z Półwyspu Valdes
Lwy morskie i foki - mieszkańcy Półwyspu Valdes

Pierwotny plan zakładał, że najważniejszym punktem naszej podróży po Patagonii będzie trekking w Parku Narodowym Torres del Paine. Te granitowe, wysokie na półtora kilometra strzeliste skalne iglice górujące nad błękitną taflą jeziora od zawsze były widokiem, który chciałem zobaczyć na żywo. Podobne marzenia ma chyba większość miłośników podróży, gdyż Park Narodowy Torres del Paine jest najpopularniejszym miejscem na trekking w Patagonii.

Podróżując wzdłuż wybrzeża Atlantyku a następnie od strony miasta Rio Gallegos chcieliśmy zostawić samochód przy granicy argentyńsko chilijskiej w niewielkiej miejscowości Rio Turbio i stamtąd udać się do Chile rejsowym autobusem kursującym pomiedzy El Calafate i Puerto Natales. Niestety, linie lotnicze Turkish Airlines mocno pokrzyżowały nasze plany, gubiąc bagaż na trasie z Wiednia przez Istambuł do Buenos Aires. Bagaż w którym był cały sprzęt biwakowy na nasz trekking po Torres del Paine.
W oczekiwaniu na dostarczenie zagubionego plecaka postanowiliśmy zmodyfikować nasz plan i w pierwszej kolejności odwiedzić El Calafate ze słynnym lodowcem Perito Moreno, następnie niewielką miejscowośc El Chalten, o której prawdę mówiąc nigdy nie słyszałem, ale z racji położenia w pobliżu słynnego Cerro Torre wydawała się miejscem wartym krótkiej wizyty. Kulminacją programu i wisienką na torcie miała być trasa W w Torres del Paine ze wschodem słońca u podnóża skalistych wież.

Po dwóch dniach ciągłej jazdy monotonną trasą z Półwyspu Valdes przez Comodoro Rivadavia aż do Rio Gallegos – najbardziej na południe wysuniętego argentyńskiego miasta poza Ziemią Ognistą, nie mogliśmy się doczekać aż w końcu zobaczymy szczyty Patagońskich Andów. Gdy je już ujrzeliśmy, widok przerósł najśmielsze oczekiwania. Na krańcu ciągnącego się setki kilometrów pustkowia majaczyły wierzchołki patagońskich szczytów, w tym słynny Mount Fitzroy i Cerro Torre. To niewiarygodne, ale dzięki niezwykle suchemu i przejrzystemu powietrzu dało się je dostrzec z odległości ponad 200 kilometrów. Ten widok tuż przed zachodem słońca był bardzo dobrym zwiastunem dalszej podróży po Patagonii. To właśnie dla takich punktów widokowych warto podróżować na własną rękę wynajętym samochodem, aby móc zatrzymać się w dowolnym miejscu, zrobić zdjęcia i cieszyć oczy do woli spektakularnymi widokami.

Patagońskie równiny z Andami w tle
Ostatni odcinek trasy przed El Calafate

Główną bazą wypadową do zwiedzania argentyńskiej części Patagonii jest turystyczna miejscowość El Calafate położna nad brzegami Lago Argentino – drugiego największego jeziora Patagonii. To właśnie tam postanowiliśmy się udać w pierwszej kolejności, aby nieco odpocząć po trudach podróży i niemal 4000 tysiącach przejechanych kilometrów. W El Calafate można znaleźć dziesiątki pensjonatów, apartamentów na wynajem i hoteli na każdą kieszeń – od budżetowych dostępnych za ok 50 zł/os. za noc, aż po ekskluzywne hotele ze spa. W El Calafate znajdziemy również niezliczoną ilość sklepów ze sprzętem trekkingowym znanych marek, ale ceny jak to bywa w miejscowościach turystycznych nie należą do atrakcyjnych. Kurort swą sławę zawdzięcza bliskości największej atrakcji argentyńskiej część Patagonii, czyli lodowcowi Perito Moreno.
Z El Calafate organizowane są wycieczki zarówno tam jak i na chilijską stronę do Puerto Natales, Torres del Paine oraz do argentyńskiego El Chalten. My dzięki dostępności wynajętego auta mogliśmy zorganizować je na własną rękę. Jedynym wyjątkiem była podróż do Chile, która była niemożliwa do zrealizowania autem z wypożyczalni ze względu na ograniczenia w przekraczaniu granicy. Uzyskanie pozwolenia wymaga wielu formalności i jest dość kosztowne.

Perito Moreno

Naszym pierwszym celem był lodowiec Perito Moreno, któremu pod względem rozmiarów daleko do patagońskiej czołówki, ale wyróżnia się pięknem i przede wszystkim łatwą dostępnością dla turystów. Lodowiec znajduje się zaledwie 50 km od El Calafate i może być łatwym celem kilkugodzinnej wycieczki niezależnie od tego czy kupujemy ją w lokalnym biurze czy organizujemy na własną rękę jadąc wynajętym samochodem. To drugie rozwiązanie uważam za zdecydowanie lepsze, gdyż trasę z El Calafate do Perito Moreno cechuje niezwykłe piękno i co chwilę zatrzymywaliśmy się na kolejne zdjęcia. Niemal cała trasa biegnie wzdłuż Lago Argentino, którego błękitne wody kontrastują z pustynnym krajobrazem Patagonii i ośnieżonymi szczytami Andów.

Trasa z El Calafate nad Perito Moreno
Ostatni odcinek trasy nad Perito Moreno

Ostatni odcinek prowadzi przez teren Parku Narodowego Los Glaciares, do którego trzeba opłacić wstęp, ale nie jest to szczególnie wygórowana kwota. Na koniec 2018 roku było to 350 ARS, czyli około 35 zł za osobę.
Infrastruktura wokół Perito Moreno jest doskonale przygotowana pod duże natężenie ruchu turystycznego. Początkowo miałem obawy, że zakłóca to piękno tego miejsca, ale wszystko jest elegancko wkomponowane w otoczenie. Na zielonym, porośniętym bujnym lasem półwyspie, który niemal styka się z jęzorem lodowca Perito Moreno, znajdziemy parkingi, punkty obsługi turystów, restauracje, sklepy z pamiątkami, wypożyczalnie sprzętu i przede wszystkim kilka kilometrów malowniczych pieszych tras, dzięki którym można podziwiać lodowiec z różnej perspektywy. Trasy, jak podaje mapa, mają różny poziom trudności, ale te informacje można zignorować, gdyż cała trudność sprowadza się do przejścia ok. 2 kilometrów i pokonania kilkudziesięciu schodów.

Jedna z tras widokowych wzdłuż Perito Moreno

W szczególności polecam trasę o nazwie Paseo de la Costa, która biegnie od dolnego parkingu wzdłuż jeziora pnąc się ku górze, odsłaniając co chwilę coraz piękniejsze widoki na jeden z najpiękniejszych cudów natury jaki dane mi było zobaczyć. 70 metrowa ściana lodu od razu skojarzyła mi się z murem z "Gry o tron". Podobnie jak w przypadku filmowego muru tu też co chwilę obrywały się niewielkie kawałki lodu, które spadały z hukiem.
To zjawisko najlepiej obserwować w porze letniej, czyli od grudnia do marca i w godzinach popołudniowych, kiedy słońce świeci najmocniej. Wówczas cały czas słychać złowrogie trzaski, które nam mówią, że lodowiec nieustannie pracuje. Lodowiec każdego roku przyrasta o kolejne metry co jest ewenementem na skalę światową. Inne lodowce z powodu ocieplenia się klimatu od kilkudziesięciu lat nieustannie się cofają.
Co kilka lat Lodowiec Perito Moreno funduje niezapomniany spektakl. Dochodzi do oberwania olbrzymich mas lodu, które z hukiem wpadają do wód Lago Argentino. Na to zjawisko czekają tysiące turystów, ale dane jest je ujrzeć jedynie nielicznym.
W najwyższym punkcie trasy doskonale widać ogrom lodowca, którego powierzchnia przekracza 250 kilometrów kwadratowych, co odpowiada wielkości Poznania czy Łodzi. Ponad lodowym murem widać olbrzymie połacie poszarpanego lodu, który stanowi barierą praktycznie niemożliwą do pokonania.

Wysoka na 70 metrów lodowa ściana Perito Moreno

Dla miłośników mocnych wrażeń organizowany jest trekking po Perito Moreno, ale cena nie jest na kieszeń dla przeciętnego turysty. Podobnie wypożyczenie kajaka, które kosztuje równowartość ok. 500 zł, a wrażenia z tej atrakcji pozostawiają wiele do życzenia. Ze względów bezpieczeństwa nie można podpływać zbyt blisko z powodu ciągle spadających brył lodu.
My zadowoliliśmy się spacerem po wyznaczonych trasach, co przy fantastycznej, słonecznej pogodzie i bardzo wysokiej jak na Patagonie temperaturze ok. 25 stopni było wspaniałym doświadczeniem.

El Chalten

Kolejnym celem naszej podróży była niewielka miejscowość El Chalten. Słynie ona z sąsiedztwa dwóch najpiękniejszych gór Argentyny. Jeśli myślimy o trekkingu w Patagonii, to po chilijskiej stronie będzie to niewątpliwie Torres del Paine, a po argentyńskiej Mount Fitzroy i Cerro Torre, które są najłatwiej osiągalne właśnie z El Chalten.
Do tego niewielkiego miasteczka, które w ostatnich latach staje się coraz popularniejszą bazą wypadową na trekking po Parku Narodowym Los Glaciares jest zaledwie 200 km z El Clafate. W przypadku Argentyny 200 km to niewielki dystans, który można pokonać samochodem w niespełna 2 godziny. Już sama droga do El Chalten jest nie lada atrakcją oferującą niesamowite widoki - początkowo na Lago Argentino, następnie Lago Viedma, a jej końcowy odcinek to jedna z najbardziej malowniczych tras świata prowadząca wprost do podnóża szczytów Fitzroy i Cerro Torre. I znów dzięki podróży wynajętym autem mieliśmy możliwość zatrzymania się w dowolnym miejscu i zrobienia setek zdjęć tych zapierających dech w piersiach krajobrazów.

Widok na Lago Viedma i Patagońskie Andy
Widoki w drodze do El Chalten
Najpiękniejsza droga Argentyny z widokiem na Mt Fitzroy i Cerro Torre

Samo El Chalten nie robi pozytywnego wrażenia. Widać że dopiero w ostatnich latach miejscowość zaczęła przyciągać turystów i infrastruktura nie jest jeszcze gotowa. Większość budynków to proste blaszane domki w których można wynająć nocleg. Brakuje większych hoteli, eleganckich restauracji, barów, centralnej ulicy przy której toczyło by się życie.
El Chalten zasłynęło dzięki 2 spektakularnym szczytom – Mount Fitzroy i Cerro Torre i to właśnie trekking do ich podnóża jest najczęstszym wyborem turystów w czasie pobytu w tej części Parku Narodowego Los Glaciares.

El Chalten u podnóża Mt Fitzroy i Cerro Torre

Lago de los Tres - Mount Fitzroy

Na pierwszy dzień wybraliśmy trekking nad jezioro Lago de los Tres położone u podnóża Mount Fitzroy oferujące najpiękniejsze widoki na jedną z najwyższych i najbardziej spektakularnych gór w tej części Patagonii. Trasę liczącą w dwie strony ponad 22 kilometry z przewyższeniem ok 800 metrów, przewidziano na około 10 godzin marszu.
Najlepszym miejscem na rozpoczęcie trasy jest parking znajdujący się przy wejściu do parku Los Glaciares. W tym przypadku nie trzeba uiszczać żadnej opłaty ani za parking ani za wstęp na teren parku.
Pierwsza część trasy to dość strome podejście a następnie przez kilka kilometrów trasa biegnie płaską doliną. Idąc wygodną ścieżką po płaskim terenie można cieszyć oczy wspaniałymi widokami. Jeśli sprzyja nam pogoda, widać stąd górujący nad okolicą wierzchołek Fitzroy oraz sąsiednie iglice skalne Poincenot i Saint Exupery z pionowymi, kilkusetmetrowymi ścianami stanowiącymi nie lada wyzwanie dla wspinaczy.

Niestety podchodząc pod Lago de los Tres nie mieliśmy tyle szczęścia co dnia poprzedniego i najwyższe szczyty przesłonięte były gęstymi chmurami. Mimo wszystko krajobrazy i tak są piękne. Trasa biegnie w większości przez las, mijając jeziora, wartkie potoki a co chwile w oddali widać błyszczące lodowce. Po drodze mija się kilka kempingów, na których można bezpłatnie rozbić namiot jeśli planujemy dłuższą trasę na terenie parku.

Trasa nad Lago de los Tres

Ostatni odcinek to strome podejście. Na dystansie około półtora kilometra pokonuje się 400 metrów przewyższenia i jest to tak naprawdę jedyny ciężki fragment trasy. Sprawnym turystom nie zajmie on nawet godziny, a na końcu wszystko wynagrodzą niesamowite widoki na Lago de Los Tres oraz górujące nad nim Mount Fitzroy i trzy skalne wieże. Obok Torres del Paine, Perito Moreno i drogi do El Chalten, jest to jeden z najpopularniejszych i najpiękniejszych widoków w Patagonii. Olbrzymi masyw skalny wznoszący się 2300 metrów ponad lustro błękitnego, częściowo zamarzniętego jeziora robi niesamowite wrażenie. Nam nie było dane oglądać go w całej okazałości, ale i tak większość chmur ustąpiła i jedynie sam wierzchołek Mount Fitzroy pozostawał w ukryciu.

Mount Fitzroy schowany w chmurach
Laguna Sucia
Lago de los Tres i Mount Fitzroy

W drodze powrotnej pogoda się poprawiła i można było podziwiać masyw w całej okazałości. Trasa powrotna to przyjemne zejście, które nie powinno zająć więcej niż 4 godziny.

Cerro Torre

Kolejny dzień naszego pobytu w El Chalten postanowiliśmy przeznaczyć na drugą z największych atrakcji regionu, a mianowicie słynne szczyty Cerro Torre.
Nazwa ta jest znana każdemu pasjonatowi alpinizmu. Licząca 2000 metrów wysokości pionowa ściana uznawana jest za jedną z najtrudniejszych do zdobycia na naszym globie. Góra została pokonana po raz pierwszy dopiero w 1959 roku, o czym opowiada film Wernera Herzoga "Krzyk Kamienia".
Najlepszym punktem widokowym do obserwacji Cerro Torre jest Laguna Torre. Trasa jest podobnej długości co nad Lago de los Tres, ale z racji mniejszego przewyższenia jest zdecydowanie mniej wymagająca, a co za tym idzie licznie uczęszczana przez turystów.
Po drodze niemal cały czas towarzyszy nam widok na wieże Cerro Torre. W początkowym odcinku trasa biegnie przez skalisty teren o roślinności przypominającej sawannę i gdyby nie ośnieżone szczyty w oddali, można by pomyśleć, że się jest w Afryce. Dalsza część trasy biegnie przez dolinę porośniętą bujnym zielonym lasem. Ostatni odcinek to surowy skalisty krajobraz z olbrzymimi głazami naniesionymi przez lodowiec.
Dla osób o dobrej kondycji i obytych z górskim terenem istnieje możliwość przedłużenia trasy. Do jeziora Torre spływa lodowiec o takiej samej nazwie, na który można sobie zrobić krótki trekking.

Początkowy odcinek trasy. W tle Mt Fitzroy i Cerro Torre
Widok znad Laguna Torre

Lago de los Tres u stóp Mount Fitzroy i Laguna Torre, znajdująca się w sąsiedztwie Cerro Torre, to dwie zdecydowanie najpopularniejsze trasy na jedniodniowe wycieczki z El Chalten. Dla najbardziej doświadczonych turystów istnieje możliwość kilkudniowego trekkingu trasą Huemul Circuit – uznawanej za najbardziej wymagającą w całej Patagonii. Trasa przewidziana jest na co najmniej 4 dni i jest kombinacją standardowego trekkingu, wspinaczki skałkowej i trekkingu lodowcowego. Bez profesjonalnego wyposażenia w postaci uprzęży, lin, raków i czekana się nie obejdzie. Trudności sprawiają, że trasa jest bardzo rzadko uczęszczana. Jest to jedyne miejsce dostępne dla turystów, gdzie można w całej okazałości podziwiać olbrzymi Lądolód Patagoński Południowy – największy obszar lądolodu poza Antarktydą i Grenlandią. Nam niestety z powodu braku czasu i odpowiedniego sprzętu nie dane było przejść tej trasy. Może następnym razem…

Torres del Paine

Ostatnim punktem naszego pobytu w Patagonii miało być Torres del Paine ze słynną trasą W. To co najlepsze zostawiliśmy sobie na deser. Niestety zagubione bagaże ze sprzętem biwakowym w dalszym ciągu nie dotarły z Wiednia, w związku z czym liczyliśmy się z koniecznością modyfikacji planu.

Aby dostać się do Parku Narodowego Torres del Paine musieliśmy się przesiąść na transport publiczny. Niestety nie jest możliwe pokonanie argentyńsko chilijskiej granicy wynajętym autem bez specjalnego zezwolenia. Samochód został w El Calafate i ruszyliśmy w drogę pierwszym porannym autobusem lokalnego przewoźnika Bus Sur. Pomiędzy El Calafate i chilijskim miasteczkiem Perto Natales, które jest bazą wypadowa do ekspoloracji Torres del Paine kursują autokary kilku przewoźników. Poza wspomnianym Bus Sur są to Cootra i Turismo Zaahj. Koszt biletu to około 900 ARS, a czas przejazdu około 5 godzin.

Mapa tras Parku Narodowego Torres del Paine

Po dojechaniu do Puerto Natales chcieliśmy od razu ruszyć w drogę i jeszcze tego popołudnia rozpocząć część trasy W. Nasz plan zakładał dotarcie do Pudeto, następnie rejs katamaranem pod Refugio Paine Grande, tam rozbicie namiotu i popołudniowy trekking pod Glacier Grey i z powrotem. Kolejny dzień miał być przeznaczony na Mirador Britanico, następny na dotarcie jak najbliżej Torres del Paine, rozbicie namiotu i nocny trekking na wschód słońca. Plan ambitny, ale przy 12 godzinach szybkiego marszu każdego dnia możliwy do zrealizowania.

Niestety jak się okazało był olbrzymi problem z rezerwacją noclegu na terenie Parku Narodowego Torres del Paine. Wszystkie pola namiotowe miały pełne obłożenie na całej trasie W. Dostępne były jedynie kabiny, ale cena powyżej 1000 zł za nocleg zdecydowanie przekraczała nasz budżet. Jak nam powiedziano w odwiedzanych w Puerto Natales biurach podróży jedyna opcja to udanie się na największe pole namiotowe Las Torres i pytanie o możliwość noclegu na miejscu. Rozważaliśmy spanie na dziko, ale przestrzegano nas przed bardzo wysokimi karami z więzieniem włącznie.
Nawet gdyby się nie udało znaleźć wolnego miejsca na nocleg, to zawsze była opcja jednodniowego trekkingu pod skaliste wieże i powrót do Puerto Natales.

Puerto Natales - jedyna okazja w czasie naszej podróży na krótki pobyt nad Pacyfikiem

Popołudnie wykorzystaliśmy na spacer po mieście Puerto Natales i następnego dnia pierwszym porannym busem udaliśmy się do Torres del Paine. Pokonanie trasy z Puerto Natales do Laguna Amarga, która jest bramą do parku, zajmuje około 2 godzin. Do parku kursuje kilka lokalnych firm, a ceny biletów wynoszą 8000 chilijskich Peso, czyli ok. 40 PLN. Rozkłady tutaj

W Laguna Amarga trzeba opuścić autobus i zakupić bilet do parku. Niestety ta przyjemność niemało kosztuje. Wejściówka na maksymalnie 4 dni to wydatek około 120 złotych. Za podobne atrakcje w argentyńskim El Chalten nie trzeba było płacić nic. Jeszcze stanie w kolejce niemal godzinę, wypałnienie formularza i bilety są nasze. Osoby udające się dalej do Pudeto mogą wrócić do autobusu, a w naszym przypadku pozostało 7 kilometrów drogi do pokonania.
Na szczęście są dostępne busy kursujące z Laguna Amarga do Refugio Las Torres, ale oczywiście w tym przypadku również trzeba zapłacić niemałe pieniądze. W końcu Chile to najdroższy kraj Ameryki Łacińskiej, a Torres del Paine to jego największa atrakcja. Po dotarciu udało nam się znaleźć miejsca namiotowe, za które też trzeba uiścić niemały haracz. Cennik tutaj

Po tych wszystkich doświadczeniach śmiem twierdzić, że argentyńskie El Chalten, które oferuje podobne atrakcje, a wszystko w zdecydowanie lepszej cenie, jest dużo lepszym wyborem na trekking w Patagonii.

Widoki z pola namiotowego Las Torres

Skoro jednak poświęciliśmy 2 dni i sporą część naszego budżetu na dotarcie tutaj, trzeba było zaliczyć przynajmniej najpopularniejszy punkt Parku Narodowego Torres del Paine. Po rozbiciu namiotu, co przy patagońskim porywistym wietrze było nie lada wyzwaniem, udaliśmy się na jeden z odcinków trasy W, wiodący do punktu widokowego Base Torres.
Większość trasy pod Torres del Paine biegnie doliną. Z jednej strony w słońcu błyszczał pokryty wiecznym śniegiem szczyt Monte Almirante Nieto, a z drugiej strony wulkaniczne zbocza, z których co chwilę spadały z hukiem wysokie na ponad 100 metrów wodospady.
Ostatni odcinek to stoma wspinaczka skalnym zboczem z olbrzymim polem gołoborzy. Dopiero na sam koniec trasy tuż przed Lago Torres wyłaniają się Torres del Paine.
Widok trzech skalnych wież rzeczywiście wywiera niezapomniane wrażenie. Nie są one wyższe niż widziane przez nas kilka dni wcześniej Cerro Torre, ale można je podziwiać z dużo mniejszego dystansu. Skalne iglice wznoszące się 1500 metrów ponad taflę jeziora wydają się być na wyciagnięcie ręki.

Trasa do punktu widokowego Base las Torres
Widok znad Lago Torre na Torres del Paine

Gdybym miał porównać, który z patagońskich widoków jest najpiękniejszy, stanąłbym przed nie lada dylematem. Zarówno Perito Moreno, Mount Fitzroy, Cerro Torre, jak i Torres del Paine to widoki jedyne w swoim rodzaju.
Na odbiór trekkingu po Torres del Paine na pewno negatywny wpływ ma cała komercja, która jest związana z tym miejscem. Ceny zarówno transportu, wejścia do parku jak i samych noclegów są na absurdalnie wysokim poziomie. Nawet jeśli jesteśmy gotowi na taki wydatek to i tak nie mamy pewności że uda nam się zarezerwować nocleg, chyba że robimy to z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Do tego wszechobecny tłok na wszystkich odcinkach trasy W porównywalny do kolejek na Giewont w szczycie sezonu.
To wszystko sprawia, że gdybym miał wybierać miejsce w Patagonii, które wywarło na mnie największe wrażenie, to na pierwszym miejscu mojej listy znalazł by się Mount Fitzroy i trasa nad Lago de los Tres. Następnie Perito Moreno, dalej trekking pod Cerro Torre, a na ostatnim miejscu trekking w Parku Narodowym Torres del Paine.
To co mało być zwieńczeniem naszej przygody w południowej Patagonii okazało się lekkim rozczarowaniem. Na szczęście przed nami była jeszcze długa droga i moc atrakcji, a wśród nich przejazd słynną Ruta 40, wypoczynek w zimowej stolicy Ameryki Południowej Bariloche i skąpana w słońcu Mendoza, słynąca z najlepszych win w Argentynie.